Najnowsze

4 V
Zaproszenie do telewizji WTK
Nowe gwiazdy telewizji Pod koniec marca otrzymaliśmy zaproszenie do telewizji WTK. Członkowie naszego Stowarzyszenia, Maciej Jurasz i Wojtek Tecław, mieli okazję opowiedzieć o wyprawie do Egiptu i ustanowieniu rekordu Guinnessa w układaniu kostki Rubika. Nie było by w tym nic spektakularnego gdyby nie fakt, że chłopakom udało się to zrobić na głębokości 100 metrów! Nie była to też ich pierwsza wizyta w studiu bowiem telewizja WTK zaprosiła ich jeszcze przed samym wyjazdem. Tym razem była więc okazja żeby oficjalnie pochwalić się osiągnięciem i zaprezentować filmik dokumentujący całą wyprawę. Dla zainteresowanych umieszczamy pełny zapis z wyjazdu, którego fragmenty prezentowane były w czasie programu na żywo. https://www.youtube.com/watch?v=et7LnplP-gw&feature=youtu.be https://www.youtube.com/watch?v=DQtTQCFC3lU
14 III
Obrazek z rybą
Na początku roku wrzuciliśmy na nasz profil na Facebooku obrazek z rybą. Można było się domyślić, że to praca zrobiona przez dzieci ale o co dokładnie chodziło? Zapraszam do lektury. Zostaliśmy zaproszeni przez Niepubliczny Punkt Przedszkolny "Szkółka Małego Dziecka” w Poznaniu . W ramach realizowanego projektu „Woda” naszym zadaniem było  poopowiadać trochę o nurkowaniu i wszystkim co jest z tym związane. Ponieważ dzieci stanowią bardzo wdzięczną, ale też wymagającą publiczność, z chęcią przyjęliśmy zaproszenie. Na spotkanie udali się Adam i Irek. Spotkanie Na samym początku Adam przybliżył dzieciom podstawy nurkowania. Oczywiście najlepiej było by to zrobić na basenie ale wiedzieliśmy, że placówka takowym nie dysponuje więc ograniczyliśmy się do teorii. Ale żeby nie było za nudno przygotowaliśmy rekwizyty. Każde z dzieci mogło przymierzyć różne rodzaje płetw, maski w tym maskę pełnotwarzową i fajki do oddychania. Dzieci chętnie oglądały też komputery, kompasy i manometry. Pokazaliśmy też jak działa  kompensator pływalności czyli jacket oraz jak używać inflatora. Na końcu wszyscy, włącznie z paniami opiekunkami, mogli przymierzyć jacket wraz z butlą (oczywiście przy asyście naszych nurków) i przekonać się ile to wszystko waży. Pierwsza pomoc W czasie drugiej części Irek zorganizował pokaz i naukę pierwszej pomocy. Do tego celu posłużył nam fantom do resuscytacji krążeniowo – oddechowej. Najpierw zaprezentowaliśmy procedury i sposób działania a następnie każde dziecko mogło spróbować własnych sił w udzielaniu pierwszej pomocy. Zaskoczyła nas wiedza i pewność z jaką dzieci podeszły do tego zadania. Widać było, że nie my pierwsi robiliśmy taki pokaz. Cieszy fakt, że takie prezentacje i szkolenia są często  obecne w programie edukacyjnym już od najmłodszych lat. Pytania i odpowiedzi Na sam koniec naszej wizyty dzieci i panie opiekunki zasypały nas mnóstwem pytań na które cierpliwie i dokładnie staraliśmy się odpowiadać.  Co nie zawsze było łatwe bo jakiej odpowiedzi udzielić na pytanie ile ryb pływa w morzach i oceanach? W każdym razie udało nam się zapewnić dzieciom miłe przedpołudnie. Było nam bardzo miło, że to właśnie my zostaliśmy zaproszeni i udało nam się sprostać zadaniu. Ale co z tą rybą? Jak się okazało obrazek z rybą był prezentem, którego się nie spodziewaliśmy a który został przygotowany przez dzieci. I nie był to zwykły obrazek a wyklejanka na którym każda „łuska” została wykonana przez inne dziecko. Nie można było otrzymać piękniejszej zapłaty za poświęcony czas.
17 I
Akcja Leczymy z misją
Wstęp Akcja Leczymy z misją to wyprawa studentów medycyny z Poznania do Kenii. Poniżej przedstawiamy jej podsumowanie, Filip Kazubski opisał swoje doświadczenia z Afryki i teraz dzieli się nimi. Czym jest akcja Leczymy z misją? O akcji możecie przeczytać we wcześniejszym wpisie: http://snp-poznan.pl/leczymy-z-misja/ Relacja Filipa Kenia… kraj tak odległy, że gdyby ktoś powiedział mi rok temu, że tegoroczne wakacje tam spędzę, to na pewno bym mu nie uwierzył. A jednak, stało się, wakacje, które dla większości studentów są czasem odpoczynku od nauki, wylegiwania się na słonecznych plażach czy też osiągania coraz lepszych sportowych rezultatów dla mnie stały się czasem pracy. Nie była to jednak praca, z jaką styczność ma duża część studentów – w kawiarni, restauracji czy magazynie. Był to wolontariat. Nie wyjeżdżałem za granicę, jak część moich znajomych, żeby zarobić pieniądze na następne podróże, ale to mi nie przeszkadzało. Wiedziałem, że czeka mnie przygoda życia i się nie zawiodłem. Właściwie wyjazd do Afryki był zwieńczeniem setek godzin pracy podczas roku akademickiego. Nasz wyjazd organizowaliśmy sami, a dołączając do projektu nie miałem pojęcia jak będzie to wyglądać. Nie wiedziałem, ile godzin pracy zajmie przygotowanie zarówno wyjazdu, jak i siebie samego, aby jak najlepiej sprawdzić się w Kenijskich warunkach. Jednak nie potrzeba było długo czekać żebym się przekonał. Przez pół roku żyłem przygotowaniami do wyjazdu. Liczne spotkania organizacyjne czy szkoleniowe, wykonane telefony, godziny spędzone w szpitalu na dokształcaniu się zajmowały znaczną część wolnego czasu. Ale warto było! W końcu nadszedł dzień przyjazdu do Kenii. Po ponad 10 godzinach spędzonych w samolotach, nieprzespanej nocy w Dubaju, gdzie mieliśmy przesiadkę, dotarliśmy do Nairobi. Było późno, słońce już dawno schowało się za horyzontem, a w Kenii większość ulic jest nieoświetlonych. Jechaliśmy z (jeszcze wtedy) obcymi osobami, gdzieś w centrum Afryki. Nie wiedziałem gdzie jest miejsce naszego noclegu, ani jak trafić z powrotem na lotnisko, wokół było zupełnie ciemno i po zjechaniu z głównej drogi liczba ludzi zmalała prawie do zera. Właściwie gdyby nie zeszłoroczny wyjazd chłopaków do Kenii byłbym mocno zaniepokojony całą sytuacją. Niewiele czasu zajęło mi przyzwyczajenie się do podobnych sytuacji, do podróży z nieznajomymi mi kierowcami, do tego, że na ulicach jest ciemno, a asfaltowa droga jest rzadkością. Nieco dłużej musiałem się przyzwyczajać do panujących tutaj zasad ruchu drogowego, a właściwie ich braku. Ruch lewostronny i wszechobecne motocykle sprawiały, że chwila nieuwagi na ulicy mogła skończyć się tragicznie. Jednak nasz wyjazd to przecież nie chodzenie po ulicach i oglądanie przepięknych krajobrazów. Nasz główny cel to praca w szpitalach, które na początku zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. Spodziewałem się gorszych warunków. Podczas pierwszej wizyty w szpitalu wydawało mi się, że właściwie niewiele się on różni od niejednego, gorzej utrzymanego szpitala w Polsce. Wrażenie jednak szybko mnie opuściło, kiedy spędziłem tam więcej czasu i dokładniej poznałem szpitalne zakamarki. Dopiero wtedy dowiedziałem się, że np. aparat do RTG nie działa, na sali operacyjnej brakuje tlenu, a szpitalne EKG nie istnieje. Wtedy zrozumiałem jak bardzo sprzęt, który w tym roku wysłaliśmy do Kenii, jest tam potrzebny. Na szczęście szpital to nie tylko sprzęt. Tworzy go głównie personel medyczny. Nadal jestem pod ogromnym wrażeniem, jak, przy tak ograniczonych technologicznie możliwościach diagnostyki, lekarze potrafili stawiać trafne diagnozy. Ponadto traktowali nas na równi z nimi, uważnie słuchając uwag lub sugestii, popartych oczywiście wiedzą z książki, która towarzyszyła nam bez przerwy na oddziale. Jednak to co podobało mi się najbardziej w relacjach z lekarzami to fakt, że zarówno my od nich, jak i oni od nas mogli się czegoś nauczyć. Dzięki nim nauczyłem się wielu przydatnych w zawodzie metod badania, które w Polsce zostały wyparte przez nowoczesny sprzęt diagnostyczny. Ale przecież nie zawsze jest do niego dostęp, dlatego uważam, że jest to bardzo przydatna wiedza. Ze szpitali zapamiętam wiele sytuacji, jednak jedna szczególnie zostanie w mej pamięci. To operacja 4 letniej dziewczynki, a właściwie to co działo się tuż po niej… Sam zabieg przebiegł pomyślnie, jednak jej wybudzanie ze znieczulenia przysporzyło pewnych problemów. W pewnym momencie jej serce stanęło. Miałem wrażenie, że czas zaczął płynąć znacznie wolniej niż normalnie, widziałem i uczestniczyłem w reanimacji dziecka. Na szczęście skutecznej, jednak długiej i wyczerpującej oraz pozostawiającej w pamięci obrazy, których chyba nikt nie chciałby oglądać… To kolejny raz, kiedy pracownicy szpitala robią ogromne (pozytywne oczywiście) wrażenie. Niestety nie zawsze było kolorowo. Wiele razy widziałem, jak nadużywane są antybiotyki. Próby tłumaczenia, że w dłuższej perspektywie może okazać się to tragiczne w skutkach często nie odnosiły zamierzonego efektu. Ciężko było patrzeć na to z ogromnym poczuciem bezsilności, ale przecież nie można kogoś przekonać na siłę do swojego zdania, nawet jeśli jest ono słuszne i poparte dowodami naukowymi. Z powodu wysokiego odsetka ludzi zakażonych wirusem HIV przy szpitalach działają grupy wsparcia. W szpitalu dialogi z pacjentami dotyczą właściwie tylko kwestii medycznych. Można oczywiście poznać trochę ich historii, warunków życia, jednak dopiero na takich spotkaniach zobaczyłem pełen obraz kenijskiego społeczeństwa. To tam poznałem kobietę, której nie stać na szczoteczkę do zębów dla córki; grupę mężczyzn, którzy chcieliby uprawiać rośliny w szklarni, jednak nie mają wystarczającej ilości wody; dzieci, które są zakażone wirusem (najmłodsze miało tylko 3 lata). Jednak pomimo tej, jak mogłoby się wydawać, tragedii, wszystkie osoby czerpały ogromną radość z życia. Było widać, jak ważne są dla nich spotkania z nami. Nie dlatego, że przyjechaliśmy z Europy, nie dla tego, że byliśmy studentami medycyny, ani nie dlatego, że byliśmy biali, ale dlatego, że traktowaliśmy ich jak normalnych ludzi, pomimo ich choroby, a to w Kenii niestety nie zdarza się zbyt często. Poza wieloma smutnymi historiami, ci ludzie mają ogromną determinację oraz chęć pracy, chęć zrobienia czegoś, by żyło im się lepiej. I wychodzi im, czego przykładem są np. koszyki, zrobione przez kenijskie kobiety, które przywieźliśmy do Polski. Na sam koniec chciałbym wspomnieć o naszych gospodarzach. Doświadczyłem niesamowitej gościnności. Rodzinna atmosfera, którą udało się stworzyć tam, w Kenii, na drugiej półkuli ziemskiej spowodowała, że po powrocie do Polski często myślę, kiedy znów będę mógł odwiedzić ten kraj, tych ludzi. Ludzi, z którymi, dzięki technologii XIX wieku cały czas mam kontakt, z którymi wymieniamy się zdjęciami i wiadomościami, z którymi spędziłem najlepsze wakacje mojego życia. Wakacje, bo pomimo codziennej pracy udało mi się odpocząć. Afryka zmienia ludzi, pokazuje, że można żyć w społeczeństwie, które dla nas wydaje się biedne, czyli powinno być nieszczęśliwe… a jednak jest zupełnie odwrotnie. Tam ludzie są naprawdę szczęśliwsi niż w Polsce, nawet bez tych wszystkich urządzeń, gadżetów i innych dóbr, bez których my nie potrafimy funkcjonować. Jak dokładnie ta przygoda zmieni moje życie? Nie wiem, czas pokaże, wiem jedno, za rok znów tam wracam! Chcę pomóc! Jeżeli relacja Filipa i sama akcja Leczymy z misją zachęciły Cię do zaangażowania się w projekt to zachęcam do śledzenia profilu na Facebooku https://www.facebook.com/leczymyzmisja/