Wydarzenia

20 VIII
Szkolenie z pierwszej pomocy
Pod koniec lipca zorganizowaliśmy dla naszych członków szkolenie z pierwszej pomocy. Dla wszystkich chętnych była to świetna okazja żeby nauczyć się podstaw lub przypomnieć sobie zasady udzielania pierwszej pomocy. Szkolenie miało jeszcze jeden cel – dla członków grupy wodno ratunkowej WIR – było to jedno z dwóch obowiązkowych szkoleń, które odbędą się w tym roku. PRZEBIEG SZKOLENIA                                                                                                       Instruktorem prowadzącym był nasz prezes, Maciej Jurasz. Cennych porad udzielał również Dawid Tokarek, członek Stowarzyszenia i szef WIR, a w życiu prywatnym również ratownik medyczny. Szkolenie rozpoczęliśmy od podstaw czyli sprawdzaniu stanu poszkodowanego metodą patrz – słuchaj – czuj. Polega ona na tym, że jeżeli poszkodowany nie jest przytomny i nie reaguje na nas to klękamy przy nim, przykładamy nasze ucho do jego twarzy. Sprawdzamy czy oddycha słuchając jego oddechu, wyczuwając ten oddech na naszej twarzy jednocześnie patrząc czy unosi się jego brzuch lub klatka piersiowa. Następnie ćwiczyliśmy resuscytację oddechowo krążeniową. Do naszej dyspozycji były trzy fantomy imitujące osobę dorosłą, nastolatka oraz niemowlę. Dzięki temu można było nauczyć się odpowiednich technik przeznaczonych do konkretnych osób. Kolejnym etapem była nauka posługiwania się AED (Automated External Defibrylator) czyli Zautomatyzowanym Defibrylatorem Zewnętrznym. Urządzenie jak się okazało jest banalnie proste w obsłudze – wystarczy je włączyć i słuchać wydawanych poleceń. Dzięki temu praktycznie każdy, nawet bez przeszkolenia, jest w stanie udzielić pierwszej pomocy. Takie urządzenie oprócz swojego podstawowego zastosowania może bardzo pomóc ratownikowi dlatego, że po podłączeniu elektrod stale monitoruje pracę serca poszkodowanego, dzięki temu co chwilę otrzymujemy informację o stanie pacjenta. Kolejnym etapem naszych zajęć była nauka korzystania z zestawu tlenowego. Wbrew pozorom można tego użyć nie tylko dla poszkodowanego nurka. W czasie tych ćwiczeń używaliśmy również masek tlenowych. Uczyliśmy się również pracy zespołowej, która w takich przypadkach bardzo ułatwia niesienie pomocy. Jedna osoba może skupić się na odpowiednim masażu serca a druga skoncentrować się na podawaniu tlenu czy monitorowaniu stanu poszkodowanego. Taki podział ról może być też konieczny kiedy trzeba pomocy udzielać przez dłuższy czas ponieważ z różnych przyczyn dojazd karetki może być wydłużony. Na samym końcu ćwiczyliśmy pomoc przy zadławieniach, między innymi manewr Heimlicha oraz omawialiśmy ogólne zasady pomocy przy tamowaniu krwawienia. W tym przypadku ćwiczyliśmy używanie i zakładanie różnego rodzaju staz. PODSUMOWANIE Nikogo chyba nie trzeba przekonywać, że takie szkolenia są bardzo ważne. Kiedy znajdziemy się w sytuacji kiedy zagrożone jest życie przeważnie nie ma czasu na zastanawianie się co trzeba robić. Działa adrenalina. TRZEBA DZIAŁAĆ. Dlatego dobrze jest przećwiczyć sobie w spokoju i pod okiem doświadczonych instruktorów jak prawidłowo tej pomocy udzielić. Jeżeli ktoś nie robił tego w ogóle to może w bezpiecznych warunkach przekonać się, że ucisk klatki piersiowej wcale nie jest taki łatwy jak wygląda to często na filmach. Albo, że tak banalna czynność jak pozycja boczna bezpieczna wymaga odpowiedniej techniki bo wcale nie tak łatwo ułożyć w niej dorosłego i rosłego mężczyznę.  Dla osób, które wcześniej uczestniczyły w tego typu zajęciach jest to również dobra okazja to sprawdzenia swojej wiedzy i umiejętności. Nawet jeżeli z pierwszą pomocą jest jak z jazdą na rowerze to jednak praktyka czyni mistrza. Nie można o tym zapominać.
13 VIII
Analiza śmiertelnych wypadków nurkowych
W dniu 26 lipca odbyła się prelekcja  pod tytułem: Analiza śmiertelnych wypadków nurkowych. Wykład przygotował i poprowadził Michał Kosut PADI Regional Manager a gościny jemu i uczestnikom użyczyło Centrum Nurkowe Płetwal w Chybach. WSTĘP Temat nie jest przyjemny ale nurkowanie zalicza się do sportów ekstremalnych więc zawsze warto uzupełnić wiedzę w tym zakresie. Tym bardziej, że co roku zdarzają się wypadki – niestety również śmiertelne. Bardzo duża frekwencja świadczyła jednak o tym, że jest to temat o którym nurkowie, zarówno rekreacyjni i techniczni jak również instruktorzy, chcieli słuchać i rozmawiać. Parking nie był w stanie pomieścić wszystkich aut a sala została szczelnie wypełniona przez uczestników. W swoim wystąpieniu Michał opierał się na badaniach PADI oraz DAN. Obie organizacje prowadzą swoje badania i statystyki analizując różne aspekty. Dlatego wykład stał się przez to jeszcze bardziej interesujący. I tak DAN wylicza, że 1 wypadek śmiertelny przypada na 6000 ubezpieczonych zaś PADI, że 1 wypadek śmiertelny  przypada na 47000 certyfikatów nurkowych. „Ryzyko śmiertelnego wypadku podczas nurkowania jest równe temu podczas joggingu” – komentuje Michał. BADANIE WYPADKU „Wypadki śmiertelne to nie jedna przyczyna tylko ciąg zdarzeń, które doprowadzają do tragedii” – opowiadał Michał. Następnie opisał przebieg badania takich wypadków nazywany analizą czynników pierwotnych. Składa się ona z czterech elementów: inicjatora, czynnika urazowego, czynnika upośledzającego oraz przyczyny śmierci. Ma to na celu ustalenie pierwotnej przyczyny i całego ciągu przyczynowo skutkowego, którego efektem końcowym była śmierć człowieka. Oznacza to, że każdy kolejny etap, jeżeli nie zostanie rozwiązany, prowadzi do następnego a co za tym idzie ryzyko dla nurka wzrasta proporcjonalnie.   A jak ten schemat ma się do rzeczywistej analizy prawdziwego wypadku? Michał przedstawił przypadek nurka z Wielkiej Brytanii, któremu podczas nurkowania w zimnej wodzie zamarzł automat. Nurek nie umiał poradzić sobie z tą sytuacją i wpadł w panikę, w wyniku braku powietrza stracił przytomność i utonął.  Praprzyczyną takiego stanu rzeczy był fakt, że mężczyzna robił kurs nurkowy w kraju tropikalnym, w ciepłych wodach gdzie instruktor nie powiedział  mu o takiej możliwości awarii sprzętu a więc również nie przeszkolił jak sobie z czymś takim radzić ponieważ w sam takiej wiedzy nie posiadał bo w jego części świata takie rzeczy w ogóle się nie zdarzały. STATYSTYKA Jak wynika z badań, są generalnie cztery grypy ryzyka dotyczące nurków. Jeżeli chodzi o płeć to największą grupę ryzyka stanowią mężczyźni. Michał uzasadnił to w bardzo prosty sposób: osoby z niewielkim doświadczeniem zdobywają kolejny stopień, który pozwala im na głębsze nurkowania. Nie czują respektu wobec wody, łamią procedury i w ten sposób narażają siebie na niebezpieczeństwo. Jeżeli chodzi o wykonywanie serii nurkowań na przykład podczas wyjazdów wakacyjnych to szczególnie niebezpieczne, bo wtedy ryzyko wypadku jest większe, są nurkowania pierwsze oraz ostatnie. Pierwsze bo organizm może nie być przyzwyczajony, tym bardziej jeżeli nie nurkowaliśmy przez dłuższy czas oraz ostatnie gdyż wtedy jesteśmy rozproszeni, myślimy już o powrocie do domu i tym podobnych sprawach. WNIOSKI Bardzo często kiedy przydarzy się nam coś złego pod wodą próbujemy sami rozwiązać problem. Praktyka pokazuje jednak, że mimo wszystko, w takiej sytuacji, lepiej od razu wykonać awaryjne wynurzenie i narazić się przez to na jakiś uraz niż ryzykować utratę życia. Analiza śmiertelnych wypadków nurkowych służy temu aby zapobiegać w miarę możliwości podobnym przypadkom w przyszłości. Co nam to daje i co z tego dla nas wynika? - należy przestrzegać podstawowych zasad bezpieczeństwa i procedur dotyczących nurkowania - nie powinno się nurkować „na siłę” i zwracać uwagę na swoje samopoczucie - regularnie sprawdzać manometr tak aby zawsze wiedzieć jaki mamy poziom gazów - organizacje takie jak PADI czy DAN będą opracowywać nowe procedury i metody szkolenia Praktyka czyni mistrza, w tym przypadku przysłowie się sprawdza, ponieważ ryzyko wypadu spada wraz z doświadczeniem. Mimo, że co roku dochodzi do licznych wypadków to liczba zwłaszcza tych śmiertelnych systematycznie spada od lat 60-tych. Nawet przy założeniu, że sport staje się coraz bardziej popularny i z roku na rok zwiększa się liczba nurków oraz instruktorów. ZAKOŃCZENIE Wykład Michała był tylko wstępem do dalszym rozmów, pytań i opowieści. Korzystając z ładnej pogody wszyscy uczestnicy przenieśli się na zewnątrz gdzie dalej dyskutowali o bezpieczeństwie. To spotkanie pokazało, że takie wykłady są potrzebne. Jeżeli będziecie mieli okazję wziąć w udział w takiej prelekcji to szczerze zachęcamy. Tym bardziej jeżeli prelegentem będzie Michał Kosut. PS Chcieliśmy bardzo podziękować Irenie Gilwatowskiej z DAN Europe za udział i podzielenie się z nami swoimi spostrzeżeniami i obserwacjami. Jej komentarze świetnie uzupełniały słowa Michała.
14 VI
Czyścimy Jezioro Dominickie 2018
W majową sobotę miała miejsce kolejna akcja z cyklu - Czyścimy Jezioro Dominickie 2018. W tym roku wydarzenie miało szczególny charakter a mianowicie swoje 10. urodziny. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że jest to najprawdopodobniej największa i najlepiej zorganizowana taka akcja w Polsce. Nurkowie z naszego stowarzyszenia zawsze chętnie biorą udział w tego typu akcjach. Sami kilkakrotnie organizowaliśmy podobne imprezy pod hasłem Sprzątanie Świata. Przeważnie sprzątamy jezioro Lusowskie, gdyż tam najczęściej nurkujemy ale ponieważ sytuacja pod wodą, przynajmniej w kontekście śmieci, jest dobra postanowiliśmy przyłączyć się do tej akcji. I tak najważniejsze jest, że robimy coś dobrego dla naszej planety oraz środowiska podwodnego, które dla nas jest jak drugi dom. Opis akcji Miejsce zbiórki i zarazem centrum akcji zostało wyznaczone w Boszkowie Letnisku. Powstało całkiem spore miasteczko. Akcję wspierają lokalne władze a organizatorom udało się nawet pozyskać patronat Ministerstwa Środowiska. Oprócz nurków, wraz z rodzinami i znajomymi, pojawiły się też centra nurkowe z całej Polski, firmy z branży nurkowej, freediverzy i liczni mieszkańcy gminy. Impreza została przewidziana na cały dzień i jej program był bardzo bogaty. Oczywiście najważniejszym punktem było samo sprzątanie jeziora i okolic. Jeżeli ktoś liczył na spokojnego nurka to bardzo się zawiódł gdyż pracy nie brakowało. Nurkowanie z siatką pełną odpadów, która nie dość, że utrudnia pływalność to z każdym kolejnym odpadkiem waży coraz więcej było sporym wyzwaniem. Każdy z kilkudziesięciu nurków wyciągnął z pod wody kilogramy śmieci, głównie puszek i butelek po napojach alkoholowych. Góra śmieci na brzegu, rosła z minuty na minutę i w sumie był to smutny widok. Asysta na łódkach nie była w stanie odbierać odpadów wyłowionych przez nurków. Najsmutniejsze jest niestety fakt, jak wynika z relacji uczestników, że pod wodą zostało jeszcze sporo rzeczy do wyciągnięcia. Cała akcja zbierania śmieci zakończyła się późnym popołudniem wspólnym zdjęciem wszystkich uczestników. A po pracy, wiadomo, przyszedł czas na odpoczynek i zabawę. Organizatorzy zapewnili ognisko, grilla i garkuchnię. Konkursy z nagrodami. Do tego animacje i pokazy dla najmłodszych. Do samego wieczora odbywały się też koncerty różnych grup i zespołów muzycznych na przykład Chóru Chłopięcego i Męskiego Filharmonii Poznańskiej – Poznańskie Słowiki. Repertuar był różny i każdy mógł znaleźć muzykę dla siebie. Kulminacją imprezy był wieczorny pokaz Fire Show. Warunki pod wodą Wiadomo, że w całej akcji chodziło o ochronę środowiska oraz edukację ale nurkowanie to nurkowanie, niektórzy znaleźli nawet czas na drugiego już czysto rekreacyjnego nurka. Widoczność między 2-3 metry czyli standard jak na polskie jezioro, pogoda dopisała dzięki czemu temperatura wody oscylowała w okolicy 18 stopni ale większość nurkowania odbywała się na maksymalnej głębokości 5 metrów. Podsumowanie W akcji sprzątania jeziora, linii brzegowej i najbliższej okolicy udział wzięło 752 uczestników z czego 93 nurków. Zebrano 20 metrów kwadratowych śmieci o masie 2,1 tony. Opinie Płetwali Darek: „Nurkowanie na 3m z workiem butelek to niezłe ćwiczenie pływalności. Nie sądziliśmy też, że tyle radości może dać osiągniecie głębokości 5m po 30 min płynięcia” Olivier: „Fajny wypad dzięki ekipie Płetwala” Aga: „Super spędzony wspólnie czas. Inicjatywa też super sprawa” Ewa: „Fajna zabawa i powinno się organizować takie akcje często” Dawid: „Nur fajny, przyjemnie coś dobrego zrobić”
15 III
Platynowy certyfikat
Kilka dni temu świętowaliśmy platynowy certyfikat Macieja Jurasza, prezesa naszego stowarzyszenia. Impreza niespodzianka została zaaranżowana w ramach naszych cyklicznych spotkań czyli Nurkowych Czwartków, dzięki temu udało się utrzymać wszystko w tajemnicy i zaskoczyć jubilata. Tym razem spotkaliśmy się w klubie Mad Max na poznańskich Jeżycach.
26 I
Impreza integracyjna SNP – Lasertag Poznań
Słowo się rzekło! Stowarzyszenie Nurkowe Płetwal zaprasza wszystkich nurków i osoby nienurkujące na naszą pierwszą aktywność integracyjną, która odbędzie się pod hasłem LASERTAG!
17 XII 2017
Wigilia nurkowa
Jak co roku, zgodnie z naszą tradycją, odbyła się płetwalowa Wigilia Nurkowa. Spotkaliśmy się jak zawsze w klubie bilardowym Jameson. Tym razem Wigilia Nurkowa odbyła się wcześniej bo na samym początku grudnia, zamiast ostatniego w tym roku Nurkowego Czwartku. Okres świąteczny jest dla wszystkich specyficzny. Zanim zasiądziemy do wigilijnych stołów z najbliższymi czeka nas zawsze mnóstwo pracy i przedświątecznych obowiązków. Dlatego postanowiliśmy się spotkać zanim świąteczno-noworoczne szaleństwo rozpęta się na dobre. Czyli w momencie kiedy wszyscy mają jeszcze czas a nie myślą o zakupach, prezentach czy wyjazdach i spotkaniach rodzinnych. Nagrody i podsumowanie Tym razem nasze wigilijne spotkanie zaczęliśmy jednak nietypowo. Zarząd Stowarzyszenia Nurkowego Płetwal postanowił uhonorować osoby, które w szczególny sposób przyczyniły się do rozwoju i działalności zarówno Stowarzyszenia jak i Centrum Nurkowego Płetwal. Pamiątkowe nagrody otrzymali zasłużeni działacze, instruktorzy czy też nurkowie najczęściej korzystający z usług Centrum. Po krótkiej i bardzo sympatycznej ceremonii wszyscy mogliśmy obejrzeć podsumowanie minionego roku i przypomnieć sobie wszystkie ważne wydarzenia z ostatnich 12 miesięcy.  Była to doskonała okazja żeby przekonać się ile faktycznie rzeczy dzieje się zarówno w Stowarzyszeniu jak i w Centrum oraz ile osób jest zaangażowanych w ich działalność. Wigilia Po tej oficjalnej części przyszła pora na zabawę. Oczywiście klub bilardowy Jameson raczył nas swoimi alkoholowymi specjałami. Natomiast my zajadaliśmy się pysznym smalcem oraz ogórkami domowej roboty. Bawiliśmy się przez cały wieczór i dużą część nocy. Kolejna Wigilia Nurkowa przeszła do historii. Można śmiało powiedzieć, że była równie udana co cały poprzedni nurkowy rok.  
4 IX 2017
Piknik lotniczy z okazji święta lotnictwa
Piknik lotniczy z okazji święta lotnictwa W sobotę 2 września w Krzesinach odbył się piknik lotniczy z okazji święta lotnictwa. Uroczystość była podwójna gdyż połączono święta 2. Skrzydła Lotnictwa Taktycznego oraz 31. Bazy Lotnictwa Taktycznego. Nasz udział Piknik był imprezą zamkniętą jednak nasze Stowarzyszenie z racji umowy o współpracy zostało na niego zaproszone. W czasie trwania pikniku mieliśmy możliwość poopowiadania o nurkowaniu i prezentacji sprzętu nurkowego. I tutaj zdecydowanym hitem naszego stoiska była replika hełmu nurkowego Mark V. Budził on zainteresowanie równie wielkie co F16. A do tego można było go przymierzyć z czego wszyscy zatrzymujący się przy naszym namiocie korzystali. Przy okazji mogliśmy również opowiedzieć o naszej współpracy z wojskiem, czyli udziale stowarzyszenia przy zabezpieczeniu ćwiczeń wojskowych pilotów nad jeziorem Kiekrz. Program imprezy W tym roku pogoda nie była idealna. Na szczęście obyło się bez większych opadów deszczu. Aura nikomu nie popsuła zabawy. Całość rozpoczęła się od mszy świętej i uroczystego apelu. Następnie miał miejsce główny festyn rodzinny. Goście 31. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Krzesinach mogli podziwiać sprzęt różnych służb mundurowych między innymi Żandarmerii Wojskowej, Wojskowej Straży Pożarnej czy Policji. Oprócz tego można było oglądać sprzęt używany na co dzień w jednostce w Krzesinach taki jak pługi do odśnieżania czy maszyny do odkurzania pasa startowego. Można było podziwiać też całą masę różnych grup rekonstrukcyjnych od czasów Piastów przez II wojnę światową aż po współczesne jednostki specjalne. Oczywiści na płycie lotniska można było podziwiać różnego rodzaju samoloty i śmigłowce, zarówno zabytkowe jak i te współczesne: samoloty wielozadaniowe F16 w różnych wersjach, odrzutowe samoloty myśliwskie typu MIG, dwusilnikowy myśliwiec wielozadaniowy Eurofighter Typhoon, samolot myśliwsko-bombowy SU 22, wielozadaniowy śmigłowiec Mi 17, jednosilnikowy wodnosamolot DHC 2 Beaver, polski samolot szkolno treningowy Iskra, samolot myśliwski LIM 2, samolot wielozadaniowy PZL 104 Wilga oraz wiele innych. W tym samym czasie nad głowami uczestników pikniku co jakiś czas odbywały się pokazy powietrzne w wykonaniu: samolotów F16, które najpierw zaprezentowały się w szyku a następnie w pokazie indywidualnym. Dalej można było oglądać indywidualny pokaz akrobacji na MIG 29, pokazy dynamiczne na SU 22 oraz pokaz gaszenia pożaru przy pomocy samolotu AN 2. Historia Piknik rodzinny wpisał się w obchodzone w całym kraju święto polskiego lotnictwa, które zostało ustanowione na pamiątkę zwycięstwa dwójki Polaków, Franciszka Żwirko i Stanisława Wigury, w Międzynarodowych Zawodach Samolotów Turystycznych w 1932 roku w Berlinie. Piloci lecieli wtedy polskim samolotem RWD–6.
30 VI 2017
Super Nurkowy Czwartek
Historia Po długiej batalii wreszcie udało nam się zorganizować pierwszy Super Nurkowy Czwartek. Większość z Was kojarzy za pewne ideę Nurkowych Czwartków czyli cyklicznych spotkań organizowanych zawsze w każdy pierwszy czwartek miesiąca w klubie Jameson. Spotykamy się tak już od ponad 8 lat. Czasami spotykamy się żeby porozmawiać na konkretny temat na przykład maski pełnotwarzowe czy nurkowanie wrakowe lub podlodowe a czasami spotkania się luźne, bez żadnego tematu przewodniego. Jakiś czas temu postanowiliśmy zmienić trochę formułę. Termin i miejsce pozostały bez zmian jednak uznaliśmy, że cykliczne spotkania będą miały raczej charakter czysto towarzyski zaś dla spotkań tematycznych, którym chcieliśmy nadać wyższą rangę, postanowiliśmy utworzyć osobne, specjalnie dedykowane, wydarzenie. I tak powstał pomysł na Super Nurkowy Czwartek. Nasz prelegent Pierwszym naszym gościem zgodził się zostać Bartosz Stróżyński. Z wykształcenia finansista, z zamiłowania fotograf podwodny, fotograf przyrody, kompozytor, autor tekstów, producent klipów muzycznych oraz projektów multimedialnych. Autor książki pt. „AntArktyka. Podwodne zauroczenie” wydanej przez National Geographic w 2014 roku. Nagradzany w wielu prestiżowych konkursach fotograficznych, między innymi w International Photography Awards, Por el Planeta Competition, European Wildlife Photographer of the Year i Wielkim Konkursie Fotograficznym National Geographic. Uczestnik licznych wypraw fotograficznych, między innymi Elysium – Shackleton’s Antarctic Visual Epic. Zafascynowany Arktyką i Antarktyką. Specjalizuje się w fotografii zimowej, fotografii wodnych ssaków, fotografii podwodnej krokodyli oraz fotografii podwodnej rzek. Na stałe współpracuje z Magazynem Przyrodniczym Salamandra. Autor artykułów o nurkowaniu i fotografii podwodnej publikowanych w kraju i za granicą. Jego prace pojawiają się w wielu prestiżowych magazynach, między innymi w Magazyn National Geographic, Miesięcznik Fotograficzny Foto, Scuba Diver Through the Lens, Scuba Diving Magazine, X-Ray Mag, Sport Diver. Jeżeli macie ochotę obejrzeć zdjęcia Bartosza to zapraszamy do galerii http://fimufo.pl/#/home/ Wieczór Po drobnych problemach technicznych i z małym opóźnieniem, dając jednocześnie spóźnialskim czas na przybycie, rozpoczęła się prezentacja. Na początku Bartosz opowiadał o tym co interesuje każdego nurka czyli o sprzęcie. Zarówno tym do nurkowania jak i fotografowania. Ciekawym tematem była też logistyka gdyż każdy z nas wie ile sprzętu trzeba zawsze zabrać wyjeżdżając na nurkowanie tylko na pobliskie jezioro. Tymczasem przy wyprawach na drugi koniec świata, przy kilku przesiadkach, kwestie transportu są niezwykle ważne i skomplikowane. Następnie Bartosz opowiadał o dwóch wyprawach, na Antarktydę i do Afryki. Prezentował przy tym zdjęcia, które wszystkim zapierały dech w piersiach. W trakcie prezentacji bardzo chętnie odpowiadał na co chwila pojawiające się pytania. Na koniec zorganizowaliśmy dla uczestników konkurs, gdzie nagrodą była książka wraz z dedykacją i autografem naszego gościa. Po opowieściach Bartosza wszystkim na niej bardzo zależało. Ale zwycięzca a raczej zwyciężczyni mogła być tylko jedna i książkę zabrała ze sobą Paulina. Ale wieczór nie skończył się dla nas wraz z ostatnim slajdem na prezentacji. Wręcz przeciwnie, stał się tylko wstępem do drugiej, już mniej oficjalnej, części wieczoru. Rozmowom nie było końca. Zakończenie Pierwszy Super Nurkowy Czwartek udał się znakomicie. Frekwencja dopisała i wszyscy dobrze się bawili. Bardzo nas to cieszy. Jesteśmy teraz bogatsi o doświadczenie i mamy nadzieję, że kolejne edycje będą równie udane.
14 III 2017
Obrazek z rybą
Na początku roku wrzuciliśmy na nasz profil na Facebooku obrazek z rybą. Można było się domyślić, że to praca zrobiona przez dzieci ale o co dokładnie chodziło? Zapraszam do lektury. Zostaliśmy zaproszeni przez Niepubliczny Punkt Przedszkolny "Szkółka Małego Dziecka” w Poznaniu . W ramach realizowanego projektu „Woda” naszym zadaniem było  poopowiadać trochę o nurkowaniu i wszystkim co jest z tym związane. Ponieważ dzieci stanowią bardzo wdzięczną, ale też wymagającą publiczność, z chęcią przyjęliśmy zaproszenie. Na spotkanie udali się Adam i Irek. Spotkanie Na samym początku Adam przybliżył dzieciom podstawy nurkowania. Oczywiście najlepiej było by to zrobić na basenie ale wiedzieliśmy, że placówka takowym nie dysponuje więc ograniczyliśmy się do teorii. Ale żeby nie było za nudno przygotowaliśmy rekwizyty. Każde z dzieci mogło przymierzyć różne rodzaje płetw, maski w tym maskę pełnotwarzową i fajki do oddychania. Dzieci chętnie oglądały też komputery, kompasy i manometry. Pokazaliśmy też jak działa  kompensator pływalności czyli jacket oraz jak używać inflatora. Na końcu wszyscy, włącznie z paniami opiekunkami, mogli przymierzyć jacket wraz z butlą (oczywiście przy asyście naszych nurków) i przekonać się ile to wszystko waży. Pierwsza pomoc W czasie drugiej części Irek zorganizował pokaz i naukę pierwszej pomocy. Do tego celu posłużył nam fantom do resuscytacji krążeniowo – oddechowej. Najpierw zaprezentowaliśmy procedury i sposób działania a następnie każde dziecko mogło spróbować własnych sił w udzielaniu pierwszej pomocy. Zaskoczyła nas wiedza i pewność z jaką dzieci podeszły do tego zadania. Widać było, że nie my pierwsi robiliśmy taki pokaz. Cieszy fakt, że takie prezentacje i szkolenia są często  obecne w programie edukacyjnym już od najmłodszych lat. Pytania i odpowiedzi Na sam koniec naszej wizyty dzieci i panie opiekunki zasypały nas mnóstwem pytań na które cierpliwie i dokładnie staraliśmy się odpowiadać.  Co nie zawsze było łatwe bo jakiej odpowiedzi udzielić na pytanie ile ryb pływa w morzach i oceanach? W każdym razie udało nam się zapewnić dzieciom miłe przedpołudnie. Było nam bardzo miło, że to właśnie my zostaliśmy zaproszeni i udało nam się sprostać zadaniu. Ale co z tą rybą? Jak się okazało obrazek z rybą był prezentem, którego się nie spodziewaliśmy a który został przygotowany przez dzieci. I nie był to zwykły obrazek a wyklejanka na którym każda „łuska” została wykonana przez inne dziecko. Nie można było otrzymać piękniejszej zapłaty za poświęcony czas.
17 I 2017
Akcja Leczymy z misją
Wstęp Akcja Leczymy z misją to wyprawa studentów medycyny z Poznania do Kenii. Poniżej przedstawiamy jej podsumowanie, Filip Kazubski opisał swoje doświadczenia z Afryki i teraz dzieli się nimi. Czym jest akcja Leczymy z misją? O akcji możecie przeczytać we wcześniejszym wpisie: http://snp-poznan.pl/leczymy-z-misja/ Relacja Filipa Kenia… kraj tak odległy, że gdyby ktoś powiedział mi rok temu, że tegoroczne wakacje tam spędzę, to na pewno bym mu nie uwierzył. A jednak, stało się, wakacje, które dla większości studentów są czasem odpoczynku od nauki, wylegiwania się na słonecznych plażach czy też osiągania coraz lepszych sportowych rezultatów dla mnie stały się czasem pracy. Nie była to jednak praca, z jaką styczność ma duża część studentów – w kawiarni, restauracji czy magazynie. Był to wolontariat. Nie wyjeżdżałem za granicę, jak część moich znajomych, żeby zarobić pieniądze na następne podróże, ale to mi nie przeszkadzało. Wiedziałem, że czeka mnie przygoda życia i się nie zawiodłem. Właściwie wyjazd do Afryki był zwieńczeniem setek godzin pracy podczas roku akademickiego. Nasz wyjazd organizowaliśmy sami, a dołączając do projektu nie miałem pojęcia jak będzie to wyglądać. Nie wiedziałem, ile godzin pracy zajmie przygotowanie zarówno wyjazdu, jak i siebie samego, aby jak najlepiej sprawdzić się w Kenijskich warunkach. Jednak nie potrzeba było długo czekać żebym się przekonał. Przez pół roku żyłem przygotowaniami do wyjazdu. Liczne spotkania organizacyjne czy szkoleniowe, wykonane telefony, godziny spędzone w szpitalu na dokształcaniu się zajmowały znaczną część wolnego czasu. Ale warto było! W końcu nadszedł dzień przyjazdu do Kenii. Po ponad 10 godzinach spędzonych w samolotach, nieprzespanej nocy w Dubaju, gdzie mieliśmy przesiadkę, dotarliśmy do Nairobi. Było późno, słońce już dawno schowało się za horyzontem, a w Kenii większość ulic jest nieoświetlonych. Jechaliśmy z (jeszcze wtedy) obcymi osobami, gdzieś w centrum Afryki. Nie wiedziałem gdzie jest miejsce naszego noclegu, ani jak trafić z powrotem na lotnisko, wokół było zupełnie ciemno i po zjechaniu z głównej drogi liczba ludzi zmalała prawie do zera. Właściwie gdyby nie zeszłoroczny wyjazd chłopaków do Kenii byłbym mocno zaniepokojony całą sytuacją. Niewiele czasu zajęło mi przyzwyczajenie się do podobnych sytuacji, do podróży z nieznajomymi mi kierowcami, do tego, że na ulicach jest ciemno, a asfaltowa droga jest rzadkością. Nieco dłużej musiałem się przyzwyczajać do panujących tutaj zasad ruchu drogowego, a właściwie ich braku. Ruch lewostronny i wszechobecne motocykle sprawiały, że chwila nieuwagi na ulicy mogła skończyć się tragicznie. Jednak nasz wyjazd to przecież nie chodzenie po ulicach i oglądanie przepięknych krajobrazów. Nasz główny cel to praca w szpitalach, które na początku zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. Spodziewałem się gorszych warunków. Podczas pierwszej wizyty w szpitalu wydawało mi się, że właściwie niewiele się on różni od niejednego, gorzej utrzymanego szpitala w Polsce. Wrażenie jednak szybko mnie opuściło, kiedy spędziłem tam więcej czasu i dokładniej poznałem szpitalne zakamarki. Dopiero wtedy dowiedziałem się, że np. aparat do RTG nie działa, na sali operacyjnej brakuje tlenu, a szpitalne EKG nie istnieje. Wtedy zrozumiałem jak bardzo sprzęt, który w tym roku wysłaliśmy do Kenii, jest tam potrzebny. Na szczęście szpital to nie tylko sprzęt. Tworzy go głównie personel medyczny. Nadal jestem pod ogromnym wrażeniem, jak, przy tak ograniczonych technologicznie możliwościach diagnostyki, lekarze potrafili stawiać trafne diagnozy. Ponadto traktowali nas na równi z nimi, uważnie słuchając uwag lub sugestii, popartych oczywiście wiedzą z książki, która towarzyszyła nam bez przerwy na oddziale. Jednak to co podobało mi się najbardziej w relacjach z lekarzami to fakt, że zarówno my od nich, jak i oni od nas mogli się czegoś nauczyć. Dzięki nim nauczyłem się wielu przydatnych w zawodzie metod badania, które w Polsce zostały wyparte przez nowoczesny sprzęt diagnostyczny. Ale przecież nie zawsze jest do niego dostęp, dlatego uważam, że jest to bardzo przydatna wiedza. Ze szpitali zapamiętam wiele sytuacji, jednak jedna szczególnie zostanie w mej pamięci. To operacja 4 letniej dziewczynki, a właściwie to co działo się tuż po niej… Sam zabieg przebiegł pomyślnie, jednak jej wybudzanie ze znieczulenia przysporzyło pewnych problemów. W pewnym momencie jej serce stanęło. Miałem wrażenie, że czas zaczął płynąć znacznie wolniej niż normalnie, widziałem i uczestniczyłem w reanimacji dziecka. Na szczęście skutecznej, jednak długiej i wyczerpującej oraz pozostawiającej w pamięci obrazy, których chyba nikt nie chciałby oglądać… To kolejny raz, kiedy pracownicy szpitala robią ogromne (pozytywne oczywiście) wrażenie. Niestety nie zawsze było kolorowo. Wiele razy widziałem, jak nadużywane są antybiotyki. Próby tłumaczenia, że w dłuższej perspektywie może okazać się to tragiczne w skutkach często nie odnosiły zamierzonego efektu. Ciężko było patrzeć na to z ogromnym poczuciem bezsilności, ale przecież nie można kogoś przekonać na siłę do swojego zdania, nawet jeśli jest ono słuszne i poparte dowodami naukowymi. Z powodu wysokiego odsetka ludzi zakażonych wirusem HIV przy szpitalach działają grupy wsparcia. W szpitalu dialogi z pacjentami dotyczą właściwie tylko kwestii medycznych. Można oczywiście poznać trochę ich historii, warunków życia, jednak dopiero na takich spotkaniach zobaczyłem pełen obraz kenijskiego społeczeństwa. To tam poznałem kobietę, której nie stać na szczoteczkę do zębów dla córki; grupę mężczyzn, którzy chcieliby uprawiać rośliny w szklarni, jednak nie mają wystarczającej ilości wody; dzieci, które są zakażone wirusem (najmłodsze miało tylko 3 lata). Jednak pomimo tej, jak mogłoby się wydawać, tragedii, wszystkie osoby czerpały ogromną radość z życia. Było widać, jak ważne są dla nich spotkania z nami. Nie dlatego, że przyjechaliśmy z Europy, nie dla tego, że byliśmy studentami medycyny, ani nie dlatego, że byliśmy biali, ale dlatego, że traktowaliśmy ich jak normalnych ludzi, pomimo ich choroby, a to w Kenii niestety nie zdarza się zbyt często. Poza wieloma smutnymi historiami, ci ludzie mają ogromną determinację oraz chęć pracy, chęć zrobienia czegoś, by żyło im się lepiej. I wychodzi im, czego przykładem są np. koszyki, zrobione przez kenijskie kobiety, które przywieźliśmy do Polski. Na sam koniec chciałbym wspomnieć o naszych gospodarzach. Doświadczyłem niesamowitej gościnności. Rodzinna atmosfera, którą udało się stworzyć tam, w Kenii, na drugiej półkuli ziemskiej spowodowała, że po powrocie do Polski często myślę, kiedy znów będę mógł odwiedzić ten kraj, tych ludzi. Ludzi, z którymi, dzięki technologii XIX wieku cały czas mam kontakt, z którymi wymieniamy się zdjęciami i wiadomościami, z którymi spędziłem najlepsze wakacje mojego życia. Wakacje, bo pomimo codziennej pracy udało mi się odpocząć. Afryka zmienia ludzi, pokazuje, że można żyć w społeczeństwie, które dla nas wydaje się biedne, czyli powinno być nieszczęśliwe… a jednak jest zupełnie odwrotnie. Tam ludzie są naprawdę szczęśliwsi niż w Polsce, nawet bez tych wszystkich urządzeń, gadżetów i innych dóbr, bez których my nie potrafimy funkcjonować. Jak dokładnie ta przygoda zmieni moje życie? Nie wiem, czas pokaże, wiem jedno, za rok znów tam wracam! Chcę pomóc! Jeżeli relacja Filipa i sama akcja Leczymy z misją zachęciły Cię do zaangażowania się w projekt to zachęcam do śledzenia profilu na Facebooku https://www.facebook.com/leczymyzmisja/